Wędkowanie – Sielpia

Rok szkolny się rozpoczął! Trudno jednak się wraca do Ośrodka. No ale cóż – mus to mus i nic z tym nie zrobisz! Na szczęście mamy fajnych wychowawców i od samego początku robią nam miłe niespodzianki (ciekawe jak długo?). Otóż w dniach 11-12 września 2015r. postanowili nas zabrać na wypoczynek pod namiotami. Nie musieli nas długo namawiać. Wszyscy chórem zgodziliśmy się na wyjazd (kto by zrezygnował z takiego wypady?). Zapakowaliśmy całego busa i odliczaliśmy minuty do odjazdu. Wreszcie padły słowa – Jedziemy!!! Zanim ten okrzyk wybrzmiał do końca wszyscy już dawno siedzieliśmy w samochodzie.
Po drodze – jak zwykle „wesoły autobus”, czyli wszystko gra, skoro humory dopisują. Niech żałują Ci co nie mogli jechać – może następnym razem? Pierwszą atrakcją był Dąb Bartek – niezły z niego kolos!!! Trochę wspiera się na laskach ale nie ma się co dziwić w końcu poczciwy z Niego staruszek. Oczywiście zaczerpnęliśmy trochę wiedzy na jego temat a potem przyszedł czas na zdjęcia – poważne jak na wiek Bartka przystało i te trochę zwariowane – jak na nasz wiek przystało;-)
Parę chwil później dotarliśmy do miejsca noclegowego! Znaleźliśmy znakomitą „miejscówkę” i zaczęliśmy rozbijać namioty. Jak się okazało to nie taka prosta sprawa! Najpierw musieliśmy przygotować podłoże pod ich rozbicie a potem skrupulatnie odnaleźć wszystkie potrzebne elementy „namiotowej układanki”. W końcu jednak się udało, więc każdy zarezerwował swoje własne miejsce w namiocie! Rozłożyliśmy koce, śpiwory no i oczywiście poduszki. Czuliśmy się trochę jak na szkole przetrwania! Właśnie taki klimat lubimy!
Zanim jednak położyliśmy się spać – robiliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy. Najpierw przygotowanie sprzętu wędkarskiego a potem długa lekcja jak go używać. Nie wszyscy jednak załapali o co chodzi i trochę nam poplątali żyłki w wędkach. Po tym jak udało się je rozplątać mogliśmy spokojnie łowić. Trzeba mieć do tego sporo cierpliwości!
Wreszcie przyszedł czas na wyczekiwany obiad, więc przygotowaliśmy grilla i rozłożyliśmy wszystkie smakołyki. Znalazł się również kucharz, więc mieliśmy już komplet. Trochę musieliśmy poczekać na posiłek ale naprawdę było warto. Wszystko pyszne, chrupiące no – prawie jak u mamy!
Po obiedzie chwila odpoczynku i kolejna próba wyłowienia czegoś z wody. Nie szło nam najlepiej ale robiliśmy postępy – wiemy jak trzymać wędki;-)
Przyszedł czas na zbieranie drzewa – przecież nie może zabraknąć ogniska. Cała ekipa ruszyła do lasu – no i nazbieraliśmy tego trochę. Dzięki temu mogliśmy wieczorem posiedzieć trochę dłużej, pograć na gitarze a także łowić ryby.
Rozłożyliśmy więc trójnóg z rusztem i upiekliśmy kiełbaski. Jak zwykle wszystko było pyszne szczególnie, że w tle rozbrzmiewały dźwięki gitary.
Po tak emocjonującym dniu przyszedł czas na sen na łonie natury.
Rano obudziliśmy się wyspani i wypoczęci a także gotowi do kolejnego atrakcyjnego dnia. Przygotowaliśmy więc śniadanie, by nie brakło nam sił przy wyciąganiu „wielkiej ryby”! Niestety dziś też nam nie „brało” ale grunt, że wszyscy dobrze się bawili. W ostatecznym rozrachunku złapaliśmy tylko raka, którego wpuściliśmy ponowne do rzeki.
Niestety wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć! Przyszedł więc czas, by zwinąć namioty, uprzątnąć teren i wrócić do ośrodka. Wyprawa udała się naprawdę świetnie a po powrocie mieliśmy o czym opowiadać tym, co zostali w placówce. Czekamy na więcej takich wypadów…