Trzydniowa wycieczka w Pieniny

Lato chyliło się ku końcowi, a astronomiczna jesień miała nadejść za tydzień. Wrzesień to chyba najlepszy i najpiękniejszy miesiąc na górskie wędrówki. Ludzi na szlakach znacznie mniej a jeśli trafi się na piękną pogodę to góry uroczą nas barwnymi kolorami lasów, pól i łąk. Nam się udało i w dniach od 16 do 18 września 2015 r. podziwialiśmy jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Polsce – Pieniny. Przełomy Dunajca dzielą te wapienne góry na 3 części: Pieniny Spiskie, między Dursztynem a Niedzicą; Pieniny Właściwe, między Czorsztynem a Szczawnicą oraz Małe Pieniny, między Dunajcem a przełęczą Rozdziele. Pasmo rozciąga się na długości 35 km i 6 km szerokości.

Dzień I

Nasz pobyt rozpoczęliśmy od wędrówki na Trzy Korony. Jest to jedno z najatrakcyjniejszych turystycznie miejsc w Pieninach. Z platformy widokowej na Okrąglicy (najwyższy szczyt Trzech Koron), którą z niemałym wysiłkiem udało nam się zdobyć ujrzeliśmy widok przełomu Dunajca i obszar Pienińskiego Parku Narodowego. Pogoda dopisywała więc w dali naszym oczom ukazały się Tatry, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Magura Spiska. Chciałoby się zaśpiewać:

„Żeby nie  Dunajec, Pienin by nie było,

 Żeby nie Pieniny, ani by się śniło

O Dunajcu śpiewać pasterzowi i mnie

Jak cudownie modra żmija

Hen Dunajec się przewija…”

W drodze powrotnej z trzech Koron przeszliśmy przez Wąwóz Sopczański, którego nazwa wywodzi się od pobliskiej przełęczy Szopka. Powszechnie wąwóz uważany jest za najładniejszą dolinę Pienin. Najciekawszy jego odcinek w dolnej części ma formę skalistego i wysokiego na 20-40 metrów kanionu z licznymi przesmykami skalnymi i załomami. Zgodnie z legendą w tym właśnie miejscu górale uratowali króla Jana Kazimierza, gdy jego orszak natknął się na grupę Szwedów. To tutaj nakręcono scenę do filmu „Potop”.

Dzień II

Od samego rana piękna pogoda zachęcała do dalszych wędrówek. Nie było więc na co czekać. Pora ruszać. Tym razem zaczęliśmy w Szczawnicy, z której wyruszyliśmy na Sokolicę po uprzednim przepłynięciu Dunajca. Sokolica – to obok Trzech Koron najpopularniejszy i najpiękniejszy szczyt Pienin, leżący przy zakończeniu Przełomu Dunajca w tzw. Pieninkach. To tu ujrzeliśmy znaną z pocztówek  500-letnią reliktową sosnę. Po zejściu z Sokolicy udaliśmy się do wsi Jaworki, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę na Wysoką przez Wąwóz Homole.

Według podań i legend Wąwóz Homole dawniej odwiedzany był przez poszukiwaczy złota i skarbów. Być może w XVI w. znajdowało się tu pewne tajemnicze zamczysko. Obecnie teren ten to rezerwat przyrody, chroniący ukształtowanie terenu, rzadkie gatunki roślin i siedliska zwierząt i ptaków, np. gniazda sów. Szlak za Wąwozem Homole pozwolił nam na dotarcie do najwyższej góry Pienin – Wysokiej. W drodze powrotnej zwiedziliśmy Rezerwat Białej Wody, którego powierzchnia wynosi 33,7 hektara. Rozciąga się on w dolinie potoku o tej samej nazwie. Zmęczenia, ale zadowoleni wróciliśmy na kwaterę.

Dzień III

Tym razem było nieco spokojniej. Dzień zaczęliśmy od wizyty w Czerwonym Klasztorze – jednej z najsłynniejszych budowli sakralnych  Słowacji. Nazwa klasztoru pochodzi od koloru nieotynkowanych początkowo ścian, które wykonane były pierwotnie z czerwonej cegły. To właśnie dzięki nim ta ciekawa budowla przeszła do historii jako „Czerwony Klasztor”. Nam najbardziej spodobał się gotycki Kościół Św. Antoniego z końca XIV wieku. Wizytę na Słowacji uwieńczyliśmy w przydrożnej kawiarni, by z nowymi siłami ruszyć w drogę na zamek do Niedzicy. Średniowieczna warownia stoi na stromej skale o wysokości 566 m npm. Wygląd otoczenia zamku został znacznie zmieniony w latach 80-tych XX w., gdy na rzece ukończono budowę potężnej zapory. Ten węgierski niegdyś zamek, oraz pobliska polska warownia w Czorsztynie efektownie górują nad okolicą i przypominają typowe „orle gniazda”. Jeszcze tylko parę zdjęć i …niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Wracamy do Kielc!