Kajakowa wyprawa

Sobota 22 czerwca – to był dopiero dzień! Już od samego rana pogoda dostarczała nam wielu wrażeń a był to dopiero początek. Choć z utęsknieniem czekaliśmy na koniec roku szkolnego to w obliczu takich atrakcji zapomnieliśmy na chwilę o odliczaniu kolejnych dni do wakacji. Dla nas wakacje mogły wyglądać właśnie tak! W końcu 20 kilometrowy spływ kajakowy to nie lada wyczyn.

Pozostało nam tylko zabrać ze sobą plecaki z prowiantem, czapki na głowę i obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne. Sprawdziliśmy jeszcze raz, czy niczego nie zapomnieliśmy i ruszyliśmy w drogę. Cudowne słońce „wyznaczało” nam azymut a pomruk silnika autobusu „nucił” melodię wielkiej przygody.

W tak dobrych nastrojach dotarliśmy na miejsce zbiórki na parking przy kościele Świętego Krzyża skąd cała grupa uczestniczących w spływie (w tym my) udała się na parking koło biedronki przy ulicy Czarnowskiej. Kiedy było już pewne, że są wszyscy autobus odjechał w kierunku Krakowa, a następnie zatrzymał się w miejscowości Tokarnia. Nie jechaliśmy zbyt długo więc pomyśleliśmy, że może coś się stało ale kiedy kazano wszystkim wysiąść i zabrać plecaki wiedzieliśmy, że tuż „za rogiem” czeka nas wielka zabawa. I tak tez było! Kolorowe kajaki „uśmiechały” się do nas „zapraszając” na swój pokład a lustrzane odbicie, nieposkromionej jeszcze rzeki Nidy pokazywało nam ogrom atrakcji, które na nas czekają.

No to w drogę – ku wielkiej przygodzie! Postanowiliśmy płynąć na samym końcu, by jeszcze bardziej rozbudzić w sobie adrenalinę! Ustaliliśmy kilka ważnych zasad, przygotowaliśmy kajaki i pozostało nam już tylko wziąć sprawy….. i wiosła w swoje ręce. I się zaczęło! Dopiero na wodzie okazało się, że pływanie kajakiem to nie taka prosta sprawa. Na szczęście dość szybko opanowaliśmy technikę kierowania kajakiem. Trzymaliśmy się w zasięgu wzroku, by w razie potrzeby móc sobie pomóc, choć mieliśmy nadzieję, że umiejętności zdobyte na kursie ratownika nie będą nam potrzebne. Niestety myliliśmy się. W pewnym momencie, gdy szlifowaliśmy umiejętności poruszania się, nowym dla nas środkiem transportu, „naprzeciw” nas za zakrętem wyszło nam drzewo. Z trudem je ominęliśmy, by za chwilę zobaczyć jak jeden z naszych kajaków wywrócił się i dwóch naszych kolegów „wylądowało” w wodzie. Liczyliśmy na adrenalinę ale nie aż taką. Z resztą kto powiedział, że będzie łatwo! Na szczęście każdy z nas miał obowiązkowo kapoki a zasada by trzymać się w zasięgu wzroku była bardzo pomocna. Podpłynęliśmy więc do chłopaków, pomogliśmy im opróżnić kajak z wody a następnie „postawiliśmy” go na wodzie. Chłopaki płynąć ponownie, choć nie obyło się bez zmian w parach. Po tych doświadczeniach płynęło nam się już tylko lepiej! Rzeka nie była już dla nas taka sroga a my mogliśmy oddać się podziwianiu malowniczych pejzaży. Powoli mijaliśmy okoliczne wioski oraz wszystkich naszych towarzyszy podróży. Pomimo kilku drobnych przerw na posiłek i tak w końcu dopłynęliśmy jako pierwsi i pozostało nam tylko czekać na innych. W tym czasie pomogliśmy w zniesieniu kajaków a wysuszyliśmy swoje ciuchy. Gdy dopłynęły do nas dwie panie z naszej wyprawy ruszyliśmy dalej około 2 kilometry pieszo do miejscowości Nowe Kotlice. Tam w Willi pod Lipą czekał na nas wielka uczta! Pieczone ziemniaki, kiełbaski, gorący żurek a na deser świeżo upieczone drożdżówki.

Trochę trwało zanim dotarła do nas reszta grupy więc jeszcze chwile mogliśmy się nacieszyć krajobrazem innym niż nasze placówkowe mury. W końcu jednak trzeba było wrócić do ośrodka. Dzień pełen atrakcji zawsze szybko mija, ale pocieszaliśmy się tym, że kiedy obudzimy się jutro będzie jeden dzień bliżej do wakacji. Mieliśmy tylko nadzieję, że nasze wakacje będą tak samo atrakcyjne jak ta nasza wyprawa.

 

P.S. Wygraliśmy ze wszystkimi ale przegraliśmy ze słońcem i komarami. Dopiero rano poczuliśmy jak jesteśmy „pogryzieni” i opaleni. Choć z tym opaleniem nie było tak źle – w końcu dziewczyny lubią brąz 😉